Dzień 1 - 14 czerwiec 2001

Kraków, Rynek Główny, godzina 10.00. Powoli wszyscy uczestnicy zaczynają się zjeżdżać. Jest nas czwórka: Rzaq, Caad, Roger i Michał. Jest też parę osób, które przyjechały nas pożegnać przed wyjazdem na trasę. Po małych poprawkach w rowerze Rzaqa (montaż koszyka do bidonu) o godzinie 10:32 wyruszamy.

Jedziemy w kierunku Skawiny, mijamy osiedle Ruczaj i robimy pierwszą przymusową przerwę - Rzaq uświadomił sobie, że nie zabrał paszportu. Czekamy na niego niezbyt długo. W międzyczasie Roger i Caad udają się na małe zakupy do Tesco. Po przyjeździe Rzaqa wyruszmy w dalszą drogę - asfaltem przez Skawinę docieramy do Kalwarii Zebrzydowskiej (godz. 12:59, dystans: 35,27 km, średnia 23,06 km/h, prędkość maksymalna 63,8 km), gdzie robimy pierwszą przerwę. Jemy obiad i nieco odpoczywamy.

Dalej podążamy asfaltem w kierunku Łękawicy. Mała pomyłka nawigacyjna powoduje miłe urozmaicenie trasy i z asfaltu zjeżdżamy na drogę polną, na której przytrafia się nam pierwsza przygoda ze sprzętem. Jest 14:31, dystans 40,82 km. Na równej drodze (no nie do końca) w rowerze Rogera pęka szprycha w tylnym kole. Na szczęście szprycha jest po stronie wolnej od kasety. Roger irytuje się - chce wracać do Kalwarii i stamtąd pociągiem do Krakowa. Pech, który go do tej pory prześladował na wycieczkach znów dał znać o sobie. Roger twierdzi, że jak tak dalej pójdzie to rower nie wytrzyma tej wyprawy. Daje się jednak przekonać, że urwanie jednej szprychy to nie powód, by rezygnować z wyprawy. Klucz do szprych, małe podciągnięcie sąsiednich szprych i koło jest sprawne - na tyle, że spokojnie mieści się pomiędzy szczękami hamulca. Dalej już bez przygód przez Łękawicę, Brańkową docieramy do Świnnej Poręby. Stąd czeka nas długi podjazd zielonym szlakiem do schroniska "Na Leskowcu" (wys. 890 m n.p.m.)

Docieramy tam o 17:44. Po drodze Rzaq zalicza pierwszą dziurę w dętce. Licznik pokazuje 65,43 km, średnia prędkość 16,89 km/h, czas jazdy 3:52:20, przewyższenia 1400 m.

W schronisku zjadamy kolację i udajemy się na spacer po okolicy - niestety bez rowerów bo zostały zamknięte w schowku w schronisku.

Przez cały dzień towarzyszy nam ciepła, słoneczna lecz nieco parna pogoda.

Schronisko "Na Leskowcu" nie należy do najprzyjemniejszych: ciepła woda niby jest, ale nie można wziąć prysznica, męska umywalnia jest nieczynna - korzystamy więc z damskiej :-). Tłumaczenia obslugi dotyczące możliwości skorzystania z prysznica są co najmniej pokręcone. Pokoje nieduże i ciemne, łóżka piętrowe i mocno rozklekotane. Oprócz nas w schronisku jest jeszcze tylko trójka turystów.

Dzień Drugi

Ostatnia modyfikacja: 28.07.2001
HTML: Mich@ł Sadowski