Dzień 2 - 15 czerwiec 2001
"Dzień Węża"

Rano śniadanko, niezbędny serwis rowerów i w drogę. Etap rozpoczynamy od zrobienia zdjęcia pod schroniskiem. O 10:21 zaczynamy jazdę. Na początek podjazd na Leskowiec (918 m n.p.m.) - na szczycie robimy zdjęcia, podziwiamy panoramę. Niesty widoczność nie jest najlepsza. Dalej podążamy czerwonym szlakiem w kierunku Łamanej Skały (928 m n.p.m.) i Potrójnej (884 m n.p.m.) - znowu robimy zdjęcia. Trasa cały czas wiedzie leśną, urozmaiconą drogą, trochę zjazdów, trochę podjazdów, trochę prowadzenia roweru na stromych, kamienistych podejściach.

Na Potrójnej Roger stwierdza (nagranie z dyktafonu): "Roger jeszcze nic nie zepsuł". Dalej czerwonym szlakiem docieramy po szybkim zjeździe na przełęcz Kocierską (718 m n.p.m.), skąd przez Kocierz (879 m n.p.m.), udajemy się w kierunku Kiczery (831 m n.p.m.). Po stromym podejściu docieramy tam o 13:54. Licznik pokazuje 20,59 km. Chwila odpoczynku, kilka zdjęć i ruszamy na Żar. Zajmuje nam to ok. 25 minut. W zasadzie poza końcowym podjazdem na Żar jedziemy cały czas w dół i to szybko (licznik pokazuje max. 51,5 km/h.) Na licznik Rzaqa lepiej nie patrzeć bo maksymalna prędkość to pewnie coś ok. 70 km/h. Na Żarze robimy sobie odpoczynek, podziwiamy piękne widoki i lotniarzy korzystających z pięknej pogody. Spotykamy też dwóch rowerzystów z plecakami wielkimi jak szafa. Uff! Z czymś takim ciężko się chodzi po górach, a co dopiero jeździ.

Z Żaru czeka nas wspaniały zjazd do zapory w Porąbce. Na początku wspomnianego zjazdu mijamy spotkanych wcześniej rowerzystów, którzy musieli doznać ciężkiego szoku kiedy Rzaqu i Caad przemknęli koło nich, ściągając za sobą lawinę kamieni. Roger zeznał później, że goście o mało co nie wjechali do lasu. Zjazd jest szalony (obietnica Rzaqa się spełniła) - po drodze znów mamy przygody - Rzaqu łapie "snake'a" na przednim kole, a Roger zalicza dwa, niegroźne OTB. Jak się później okaże (przy łataniu), dętkę Rzaqa lepiej było wymienić na nową - jest niej 12 dziur, które wymaga naklejenia 10 łatek (koszt 5.50 PLN). Za 6,50 PLN można kupić nową. Roger przy hamowaniu i zaliczeniu OTB o mało nie wpada w rower Michała. Na szczęście Michał zdążył zabrać swój pojazd i Roger poleciał w trawę.

Dalsza część zjazdu już bez zakłóceń, aż do samej zapory. W Międzybrodziu Bialskim zjadamy obiad i robimy przerwę przed czekającym nas podjazdem na Chrobaczą Łąkę (828 m n.p.m.).

Podjazd jak podjazd - niby asfalt, niby niezbyt trudno technicznie, ale... No właśnie jedno ale: średnie nachylenie 12% i tak przez około 4 kilometry. Różnica wzniesień ok. 500 metrów. Na górze pierwsze słowa kolejnych dojeżdżających to... niestety nie nadają się do cytowania. Przejechaliśmy do tej pory ok. 31 km. Dalsza jazda czerwonym, a potem niebieskim szlakiem do przełęczy Przegibek (663 m n.p.m.) to czysta przyjemność - trochę w górę, trochę w dół i na koniec piękny, długi, szybki zjazd i szlaban na końcu drogi - na szczęście wiedzieliśmy o nim.

Z przełęczy jeszcze tylko trzeba wdrapać się na Magurkę (909 m n.p.m.). Do schroniska docieramy o 19:11. Licznik pokazuje: dystans 39,35 km, średnia prędkość: 10,84 km/h, czas jazdy 3:37:37, przewyższenia 1779 m. Pod schroniskiem Roger nieświadomy dotarcia do celu stwierdza: "Słuchajcie! Ja już wymiękam. Jak będzie jeszcze trochę pod górę, to ja już nie mogę!".

W schronisku nie ma turystów, ale za to jest prawie pełny luksus - prysznic, ciepła woda, w miarę przytulny pokój (sześcioosobowy). Rzaq łata dętkę - tak tą z dwunastoma dziurami. Nakleja 10 łatek. Wypijamy po piwku, robimy małe pranie, rozmawiamy. Ok. 22 pojawia się samotny turysta i zostaje dokwaterowany do naszego pokoju. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie parę słów, które Roger wypowiada przed położeniem się spać. Otóż tenże turysta położył się tak, że głowę miał w miejscu gdzie Roger miał zamiar mieć nogi. W trosce o współspacza Roger rzucił: "Słuchaj! Może położyłbyś się odwrotnie bo będziemy mieli kolizje nocne!". O mało nie posikaliśmy się ze śmiechu.

Dzień Trzeci

Ostatnia modyfikacja: 30.07.2001
HTML: Mich@ł Sadowski