Dzień 8 - 21 czerwiec 2001
"Wielki Brat"

Senny poranek. Nie za bardzo chce nam się wstać - pewnie znów będzie padać. Ale zaraz, za oknem jakoś cicho. Hura! Jeszcze nie pada. Zieluk przysłał SMS z prognozą pogody: "W rejonie w którym jesteście opady od 15...". Nie ma jak dobra wiadomość z rana. Ale co tam. Ciuchy suche, buty suche. Serwisujemy rowery: Caada manetka do tylnej przerzutki ma jakieś odchyły od normy, tzn. są tylko trzy biegi.

Jedziemy. Decydujemy się na etap wybitnie asfaltowy - chcemy dziś dotrzeć na Turbacz, więc do Rabki jedziemy drogami. Najpierw podjazd z Zawoji na przełęcz Krowiarki, potem zjazd do Zubrzycy, polną drogą do Podwilka i dalej szosą nr 7 przez Spytkowice docieramy do Rabki, gdzie szukamy serwisu: oprócz problemów z manetką Caada, Rzaqu ma problemy z bębenkiem. Okazuje się, że najbliższy serwis jest w Chabówce - na szczęście to tylko trzy kilometry. Jedziemy. Niestety manetki Caada nie udaje się naprawić, natomiast bębenek Rzaqa po lekkim naoliwieniu przestaje strzelać. Przy okazji zjadamy obiad w barze przy dworcu (9,20 za pełny obiad, wydaje się to niemożliwe).
Dziwne - cały czas nie pada.

Najedzeni ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Turbacza. Cały czas do góry, kamienie, strumyczki. Jest przyjemnie. Dojeżdżamy na Maciejową. Kolejna przygoda techniczna: Caad jest za silny - znów urwał łańcuch. Jak mówią "do trzech razy sztuka". Dokładniejsze oględziny łańcucha wykazują jeszcze dwa pęknięcia ogniw, co oznacza, że dalsza jazda skończy się ponownym zerwaniem. Caad stwierdza: "Miło było." i postanawia zjechać do Rabki i wrócić do Krakowa. Niestety. Zostawia nam jakieś jedzenie, które miał w plecaku i zjeeeeeżdza w dół.

Już w trójkę docieramy do schroniska na Starych Wierchach i tu postanawiamy zakończyć dzisiejszy etap, bo jest zbyt późno aby dojechać na Turbacz. Schronisko niezbyt miłe, zimna woda, w pokoju też nie za ciepło. Kolacja i spać. A Wielki Brat? No właśnie, ktoś powiedział, że w pokoju jest atmosfera jak w domu Wielkiego Brata, gdy jeden z uczestników gry opuści dom.

Licznik pokazał: dystans 69,78 km, średnia: 17,95 km/h (to ten asfalt), maksymalna: 67,8 kh/h (zjazd do Zubrzycy), czas jazdy 3:53:19, przewyższenia 1360 m (sucho było to licznik działał)

Dzień Dziewiąty

Ostatnia modyfikacja: 30.07.2001
HTML: Mich@ł Sadowski