Dzień 5
Piątek, 21 czerwca 2002

Schronisko "Na Śnieżniku" - Śnieżnik - Ramzova - Keprnik - Cervonohorskie Sedlo - Praded - Mala Moravka

Wstaliśmy normalnie czyli ok. dziewiątej. Śniadanie. Tym razem mój wybór padł na naleśnik, a jakże, pyszny (z dżemem z borówek) i duży, dodatkowo z bitą śmietaną.

Najedzeni wyruszmy na Śnieżnik. Za radą pracownika schroniska jedziemy drogą w kierunku Małego Śnieżnika i powinniśmy odbić w lewo leśną drogę i trochę chociaż ominąć trudne, kamieniste podejście. Coś jednak przeoczyliśmy i pojechaliśmy za daleko, więc musieliśmy nieco wrócić. Miły pan poszedł kawałek za nami wiec spotkaliśmy go po drodze i jeszcze raz wskazał nam drogę - nieco na przełaj aż do czerwonego szlaku prowadzącego granicą. A czerwonym po kamieniach do góry, na sam szczyt.

Na Śnieżniku robimy zdjęcia i podziwiamy widoki.

Ze śnieżnika zjeżdżamy do Czech (to już chyba nasz trzecia wizyta w Czechach) cały czas czerwonym szlakiem, początkowo ścieżką po kamieniach (tak, tak, znów telewizory), potem nieco ścieżka przez las, a potem droga szutrową. Cały czas ostro w dół, a więc bardzo szybko. Niezapomniane wrażenie. Po drodze mijamy kilko turystów udających się na Śnieżnik.

Jazdę kontynuujemy drogą trawersują zbocze (prowadzi tędy szlak rowerowy, od których aż gęsto na mapie), przecinamy asfalt i wspinamy się do góry. Krótko, ale treściwie, nie obywa się bez użycia butów. Dalej (cały czas na czerwonym szlaku) czeka na miła niespodzianka - niezbyt trudny, fantastyczny singletrack (znaczy ścieżka) długości kilku kilometrów. Ścieżka trawersuje zbocze więc jest trochę w górę w dół. Po drodze spotykamy najpierw samotną rowerzystkę, a później grupę rowerzystów, w tym znów jedna dziewczyna.

Docieramy do Medvedi Chaty, skracamy nieco asfaltem podjeżdżając bardzo ostro pod górę, skąd jedziemy szutrówkami po prawie równym terenie (tzn. trochę w górę trochę w dół). Do Petrikova zjeżdżamy asfaltem zasypanym żwirem - szalona jazda i pilnowanie się na zakrętach aby nie wylecieć z wyjeżdżonego toru, co groziło by wizytą w lesie, a przy 50 km/h to żadna przyjemność. Jeszcze kawałek podjazdu przez pola i docieramy do Ramzovej, gdzie zjadamy obiad i zaliczamy zasłużony odpoczynek.

Czeka na nas podjazd na Serak (1350m n.p.m.) a potem na Keprnik. Na szczęście jest pewne ułatwienie: wyciąg krzesełkowy, który wywozi nas prawie na szczyt Seraka. Obok dolnej stacji wyciągu kupujemy mapę dla rowerzystów (dotychczasowe mapy ni pokrywają terenu, na który wjechaliśmy).

Z Seraka udajemy się w kierunku Keprnika i w wyniku pomyłki jedziemy kilkaset metrów po kamiennej ścieżce czerwonym szlakiem, ale nie w tym kierunku co trzeba. Niby fajnie bo w dół, ale niefajnie bo trzeba się wrócić. Wrócić na piechotę po podjeżdżanie jest trudne ze względu na kamienie. Towarzyszą na muchy.

Na właściwym szlaku nie jest specjalnie lepiej, też pełno kamieni, tym razem luźnych. Zjeżdżamy do przełęczy i rozpoczynamy mozolny podjazd na Keprnik. Nagrodą za trud jest fantastyczny widok z Keprnika (1422 m n.p.m.). Widać Śnieżnik, Pradziada i wiele innych gór.

Z Keprnika ścieżka obfitującą w kamienie, korzenie i kilkudziesięciocentymetrowe uskoki zjeżdżamy do kolejnej przełęczy i znów rozpoczynamy podjazd. Tym razem wąska ścieżką trawersujemy bardzo strome zbocze Czerwonej Hory - piękna jazda, piękny widok. Trzeba będzie tam jeszcze wrócić.

Docieramy do drogi szutrowej prowadzącej w dół do Czerwonohoskiego Sedla (przełęcz). Znów szybki zjazd. To górskie tygrysy lubią najbardziej. Na przełęczy drugi obiad w hotelu - ceny niskie, ok.150 CZK za duże danie i dwa soki pomarańczowe. Z przełęczy postanawiamy pojechać szlakiem rowerowym aż do Pradeda (po polsku Pradziada). Szlak nr 6075 wiedzie szutrówkami i potem asfaltem aż do Karlovej-Studanki. I tak tez wiedzie nasza trasa. Na początek aż do schroniska Svycarna szutrem prawie cały czas ostro pod górę (prędkość nie przekracza 10 km/h) - dystans 9 km.

Potem zaczyna się asfalt, do Pradeda też wciąż pod górę. Praded. 1420 m n.p.m. Można jeszcze 71 metrów do góry, na sam szczyt do wieży telewizyjnej.

My jednak tam nie jedziemy. Teraz będzie najlepsze. Tylko w dół. Najpierw do restauracji Ovcarna, jakieś 2,3 km z prędkością ponad 60 km/h przy ograniczeniu do 30 - po drodze mijamy jadących w górę szosowców. W restauracji picie i zmrzlina, znaczy lody.

I na koniec najlepsze: 5,4 km gładkiego asfaltu. Cały czas powyżej 60 km/h - bardzo przyjemnie, trochę tylko zimno. A potem jeszcze ponad 6 km do Malej Moravki tez po asfalcie i tez szybko. Tu szukamy noclegu. Nasz wybór pada na pensjonat "Pod Kapliczkou". Cena: 200 CZK za osobę. Na miejscu restauracja z dosyć tanim jedzeniem - tu wchłaniamy zupę czosnkową z szynką, serem i grzankami oraz smażony ser "Hermelin" z frytkami i piwo. Wszystko za 140 CZK na osobę.

Licznik pokazał:
Dystans: 68,2 km
Prędkość średnia: 14,88 km/h
Czas jazdy: 4:35 h
Prędkość maksymalna: 67,4,0 km/h

Dzień Szósty

Ostatnia modyfikacja: 02.07.2002
Copyright (c) 2002 by Michał Sadowski