Dzień 7 Niedziela, 23 czerwca 2002
Pies. "Zemsta kochanków"
Jablunkov - Cadca - Oscadnica - Lalikovici - Wielka Racza - Przegibek - Rycerzowa
Ten dzień zaczął się wyjątkowo nieprzyjemnie. Kiedy tylko wzeszło słońce na podwórku, na które wychodziło okno naszego pokoju uaktywnił się pies. Nie wiem jaki, nie wiem dokładnie gdzie. Wiem jedno: nie lubię go (albo raczej jego właścicieli) . Od samego rana tłukł się stalową miska o
beton, poniewierając ja w tą i z powrotem. Po godzinie, może półtorej albo miska poleciała gdzieś i nie mógł już się tłuc albo ktoś się zlitował i mu ja zabrał (raczej mało prawdopodobne). Metalowy stukot ustał. Zaczęło się wycie i szczekanie. I tak do siódmej może ósmej. W każdym razie spać za bardzo się nie dało. Na siłę dospaliśmy jakoś do dziewiątej. Wychodzimy do sklepu po zakupy i wracamy do hotelu zjeść śniadanie.
W recepcji przy płaceniu czeka na nas miła niespodzianka. Okazuje się, że 400 koron to cena za pokój nie za osobę. Wychodzi więc po 200 na łeb.
Leniwie wyruszamy asfaltem w kierunku przejścia granicznego ze Słowacja. Droga dobra, tylko ma trzy wady: jest pod wiatr, pod górę i pod słońce. I tak przez jakieś 10 km
Na granicy kolejka samochodów więc wpychamy się za pierwszy i szybko, bez niepotrzebnych kontroli przekraczamy granicę. W Cadcy czeskie korony zamieniamy na słowackie i jedziemy przez Oscadnicę do Lalikovici. Szkoda, ze wczoraj nie mieliśmy więcej czasu aby tu dotrzeć bo wszędzie pełno kwater prywatnych i pensjonatów.
W miejscowości Lalikovici znajduje się wyciąg krzesełkowy, którym wyjeżdżamy 200 m poniżej szczytu Wielkiej Raczy, docieramy do szczytu - Rzaq twierdzi, że kawałek w 100% do podjechania. Ja jednak prowadzę rower bo nie chce mi się męczyć aż tak bardzo.
Na szczycie przekraczamy granicę, podziwiamy widoki (choć widoczność mogła by być lepsza).
W schronisku zjadamy obiad, wracamy na szczyt i oddajemy się słodkiemu lenistwu.
Z Wielkiej Raczy kierujemy się czerwonym, granicznym szlakiem aż do Przegibka. Na samym początku na hali zaliczam glebę. Załapałem się do koleiny i już nie udało się wybronić, choć walczyłem ze 40 metrów. Tzn. z pierwszej się w końcu wyrwałem, ale wpadłem prosto w drugą, potem już tylko wszystko w koło zawirowało i leżałem sobie brzuchem do góry na trawie podziwiając widoki
i kurz jaki podniosłem w powietrze. Chwilę wcześniej podobna historia o mało nie spotkała Rzaqa.
Do Przegibka szlak jest bardzo przyjemny, trochę zjazdów trochę podjazdów, ogólnie średnio trudny.
Z przełęczy Przegibek zmieniamy szlak na niebieski - "zemstę kochanków". Tu dwa słowa wyjaśnienia skąd nazwa. Dwa lata temu Rzaq samotnie przemierzał podobną trasę w schronisku para, do której został dokwaterowany do pokoju poleciła mu niebieski szlak z Przegibka na Rycerzową jako łatwiejszy niż czerwony. Czerwony był dosyć przejezdny, więc jeśli na niebieskim łatwiej to
będzie sam miód. Niestety. Jak zemsta to zemsta. Szlak prowadził wąziuteńką ścieżką, trawersującą stromy stok, po korzeniach i kamieniach. Chwila nieuwagi może kosztować solidną glebę albo stoczenie się ze zbocza. Ciągła walka z kamieniami i porzecznymi, śliskimi korzeniami - jedzie się fatalnie, łatwiej prowadzić rower. Jakby tego było mało szlak dwa razy zakręca wprost pod górę.
Pierwszy raz jest piekielnie stromo, drugi raz troszkę mniej stromo. Ogólnie zaczynam odczuwać wstręt do "jazdy" rowerem. Na szczęście szlak się kończy i wyjeżdżam na przełęcz. Robię zdjęcie, bo podoba mi się widok na Wielka Raczę i rozglądam się za schroniskiem, które gdzieś mi się schowało, a jestem tu pierwszy raz. Na szczęście są drogowskazy. Zjeżdżam w dół i szukam Rzaqa, który był przede mną. Nie ma go. Dojeżdża po kilku minutach. Okazuje się, zechciał ominąć drugie podejście i pojechał nieco przez las, ale na wiele się to nie zdało.
Kwaterujemy się w schronisku, a właściwie bacówce, zjadamy kolację przy zapalonej czołówce, bo w bacówce prąd pochodzi z generatora uruchamianego o zmroku, bierzemy prysznic, wyklinamy niebieski szlak.
Mamy jeszcze trochę czasu do zmierzchu więc robimy pieszy rekonesans okolicznych wzniesień (znaczy Rycerzowej). Widoki przecudne. Rzaq znajduje borówki, więc wyjadamy co się da. Wracamy do bacówki i kładziemy się spać.
Licznik pokazał: Dystans: 51 km Prędkość średnia: 13,97 km/h Czas jazdy: 3:50 h Prędkość maksymalna: nieznana
Dzień Ósmy
|