Dzień 10 Środa, 26 czerwca 2002
Hala Krupowa - Sidzina - Toporzysko - Skawa - Rabka Zdrój - Chabówka - Kraków
Baton nie daje się nam wyspać do standardowej 9:20. Nosi go już od siódmej może siódmej trzydzieści i kiedy tylko zauważył przebudzenie Rzaqa nawiązuje rozmowę i tak kończy się mój sen. Leżąc w łóżkach rozmawiamy do dziewiątej. Wstajemy, zjadamy śniadanie, pakujemy rzeczy i wyruszamy zielonym szlakiem w kierunku Sidziny.
Początkowo szlak prowadzi przez halę, potem wchodzi do lasu na drogę. Droga leśna jak to droga leśna - czasem lepsza czasem gorsza. Tak tez jest w tym przypadku, początkowo niezła, równa i szybka z czasem przechodzi w kamienistą, szybką i stromą. Dalej robi się coraz bardziej stromo, pojawia się więcej kamieni - nie są to może duże telewizory, ale wyśmienicie utrudniają jazdę. Na końcu drogi ręce bolą już dosyć mocno mimo 100 czy 130 mm skoku na amortyzatorze i ok. 100 na wahaczu. Baton dojeżdża nieco wolniej i stwierdza, że czasami powinien przestać myśleć, bo kiedyś się w końcu wywali hamując za mocno.
Cały czas towarzyszy nam lekko zachmurzone niebo, ale słońce przyświeca dosyć mocno.
Dalsza część trasy prowadzi niebieskim szlakiem przez Toporzysko, na zmianę po asfalcie, drogach polnych i leśnych ścieżkach. Ostre, krótkie podjazdy i całkiem niezłe, dosyć długie i przyjemne zjazdy. Na leśnej ścieżce Rzaqowi przytrafia się niby niewinna wywrotka na trawę - niestety Rzaq uderza głowa dosyć mocno w wał ziemny ukryty w trawie i narzeka na ból szyi.
Ponoć minę miał nieciekawą. Innych obrażeń brak. Niebieskim szlakiem docieramy do Skawy i asfaltem kierujemy się do Rabki. Pochłaniamy obiad i kombinujemy co dalej. Rzaq postanawia wrócić do Krakowa, bo szyja daje mu się we znaki. Baton powinien wrócić do Krakowa następnego dnia, więc pchanie się na Turbacz dla sportu a potem zjeżdżanie z niego do Koninek i jazda 80 km po asfalcie to niezbyt ciekawa perspektywa. Postanawiamy więc zapakować się do pociągu razem z Rzaqiem i wrócić do Krakowa.
"... pociąg osobowy z Rabki Zdroju do Krakowa Głównego wjeżdża na tor 1 przy peronie drugim..."
Wysiadamy w Krakowie i rozjeżdżamy się do domów. Tak zakończyła się tegoroczna wyprawa. Całkiem udana wyprawa.
Licznik pokazał: Dystans: 43,5 km Prędkość średnia: 17,85 km/h Czas jazdy: 2:25 h
Prędkość maksymalna: 59,1 km/h
Podsumowanie
|